07 października 2013

IX. No mała, kuper w górę i lecim na Szczecin.


Po raz kolejny w tym tygodniu i już drugi dzień z rzędu Zośka brutalnie wyrywa mnie ze snu zwlekając z łóżka o godzinie stworzonej tylko i wyłącznie do spania, a nie do łażenia po treningach jakiś tam siatkarzy.
   No dobra, w sumie to najlepszych siatkarzy na naszym polskim padole, nie oszukujmy się.
Kiedy próbuję się rozbudzić i jako tako ogarnąć sytuację w jakiej się obecnie znajduję moja przyjaciółka chodzi za mną krok w krok poganiając mnie.
   - Daga, na miłość boską, zlitujże się i rusz swój zgrabny tyłek bo inaczej się spóźnimy! – krzyczy rozrywając od środka moją głowę decybelami wydobywającymi się z jej gardła.
W duchu dziękuję niebiosom, że Zośka nie posiada megafonu, bo wtedy na pewno musiałabym znaleźć czas na wizytę u laryngologa.
   - Jeżeli chcesz bym nie wyglądała jak żywe zombie to zrób mi cholerną kawę. – burczę pod nosem i otwieram szafę by wybrać ciuchy na dzisiaj.
   - Kawa jest niezdrowa. – kładzie ręce na biodrach i unosi jedną brew wpatrując się we mnie z miną mówiącą „Taka stara, a taka głupia”.
   - Bez kawy nie wychodzę z domu, a Ty nie zobaczysz się z wielkoludami. Wybieraj. – wzruszam obojętnie ramionami i już czuję wyimaginowany zapach cudownie rozbudzających czarnych ziarenek zaparzonych w moim ulubionym żółtym kubku w różowe prosiaczki.
   - Z łyżeczką cukru i odrobiną mleka, zgadza się? – wzdycha i łapie za stary czajnik z gwizdkiem, który mamy z Kacprem na stanie w akademikowym pokoju.
   - Skoro nalegasz. – wyszczerzam się w szerokim uśmiechu i zatrzaskuję drzwi łazienki dostrzegając jeszcze kątem oka jak Zośka kręci głową z pożałowaniem i wywraca ostentacyjnie oczami.
Chichoczę, odwracam się do lustra i w tym momencie z moich ust wydobywa się krzyk, który zaraz tłumię zakrywając usta dłonią.
Przyglądam się sobie podczas szorowania zębów zastanawiając się równocześnie jakim cudem uda mi się doprowadzić twarz do stanu używalności w niecałe 15 minut, ponieważ na zegarku widnieje godzina 8:09. Nie mam w zwyczaju nakładać makijażu, lecz dzisiejszego dnia postanawiam zrobić wyjątek od reguły. Krem nawilżający, lekki podkład, korektor na podpuchnięte powieki i cienie pod oczami, odrobina tuszu do rzęs oraz niewielka ilość malinowego błyszczyka na wargi. O dziwo, rude włosy skręcone w drobne loki są w całkiem niezłym stanie więc postanawiam zostawić je w spokoju, by mogły swobodnie opaść na ramiona i plecy.
Przekręcam delikatnie głowę w prawo i próbuję ocenić efekt mojego dzieła. Stwierdzam, że nie jest najgorzej, a i tak lepiej nie będzie.
Czuję już aromat czarnego napoju dochodzący z kuchni, czekającego na mnie na stole i z prędkością światła nakładam na siebie krótkie jasne i specjalnie porwane dżinsowe szorty, zwykłą białą bokserkę, na to flanelową cienką koszulę w czerwono-czarną kratę, której rękawy podwinęłam do łokci, na stopy zaś czerwone i brudne jak cholera stare Conversy. By dopełnić dzieła spryskuję szyję i nadgarstki, które pocieram, kilkoma kropelkami swoich ulubionych kwiatowych perfum.
Zamaszyście otwieram drzwi jednym płynnym ruchem, aż Zośka podskakuje na krześle przestraszona.
   - Jaki czas? – dyszę, a ona patrzy na zegarek na swoim lewym nadgarstku.
   - Nowy rekord, ogarnęłaś się w niecałe 9 minut, brawo. – kiwa z uznaniem głową, a ja dopadam do gorącego kubka, nad którym unosi się zniewalająco pachnący obłoczek pary. – Widzisz, jak chcesz to potrafisz.
   - Dzięki. – łykam kawy i aż przymykam oczy z przyjemności, która tańczy teraz na moim języku oraz podniebieniu, rozbudzając już do końca wszystkie moje zmysły – Zośka, nie myślałaś kiedyś o karierze baristy?
Na moje słowa moja przyjaciółka wybucha głośnym i donośnym śmiechem.
   - Jeżeli pomysł z fizjoterapią nie wypali, to będzie mój plan B. – puszcza mi oczko i po chwili, kiedy już kończę swoją boską kawę wstaje ze swojego stołka. – No mała, kuper w górę i lecim na Szczecin.
   - Chyba na Torwar. – zwracam uwagę na ten mały szczegół i wstawiam kubek do zlewu, odnotowując w pamięci by nie zapomnieć umyć go po powrocie.
   - Jak zwał, tak zwał. Byleby z wielkoludami.


***


Stał na zewnątrz przed wejściem do hali oparty o wielki biały i gruby filar dyskretnie paląc papierosa. Miał świadomość, że to go zabija oraz pozostawia ogromne spustoszenie w jego organizmie, lecz nie potrafił zrezygnować z tej małej przyjemności, którą fundował sobie co jakiś czas, najczęściej wtedy kiedy był zdenerwowany.
Zmrużył oczy, ponieważ mimo dość wczesnej godziny słońce dawało już o sobie znać. Zrobił krok w kierunku kosza na śmieci i wyrzucił do niego pozostałość po białej rurce uprzednio gasząc ją. Wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i krzyżując ręce na piersi ponownie oparł się o solidnie wyglądający filar podtrzymujący zadaszenie hali Torwar.
   Czy teraz był zdenerwowany? Nie. Chyba nie. No, może odrobinę.
Lecz nie było to zdenerwowanie takie jak na przykład przed egzaminem, z rodzaju tych nieprzyjemnych. To uczucie miało raczej charakter pozytywnego podekscytowania, ponieważ zaraz miał zobaczyć Ją i porównać jej twarz w obrazem w jego głowie, który był pozostałością po piątkowym spotkaniu. Obrazem, który nie mógł zniknąć z jego pamięci, tak jakby ten złapał się mocno i nie puszczał. Chciał przekonać się czy ta piękna dziewczyna nie jest tylko wyidealizowanym psikusem jego umysłu, który najzwyczajniej w świecie robi sobie jaja z poważnego człowieka, którym niewątpliwie był Michał Kubiak.
Kiedy jednak na parking podjechał czerwony, gdzieniegdzie już zardzewiały, stary Garbus, a z niego wysiadła Ona, Dzik zdał sobie sprawę, że mózg jednak zrobił mu żart, podsuwając taki a nie inny obraz rudowłosej. Teraz, gdy widział ją jakieś kilka metrów od siebie stwierdził, że jest jeszcze piękniejsza i jeszcze bardziej urzekająca niż wtedy, kiedy widział ją ostatni raz w piątek. Nie mógł oderwać od niej wzroku, był jak zahipnotyzowany i wmurowany w beton.
Patrzył jak uroczo męczy się z zamknięciem drzwi leciwego Volkswagena, które ostatecznie skapitulowały po solidnym kopniaku czerwonym filigranowym trampkiem. Zaraz po tym Misia pieszczotliwie pogłaskała go po karoserii i coś szepnęła, zapewne przeprosiny za takie zachowanie.
   Zachichotał pod nosem na ten gest.
No tak, Gabryś dla Dagi był całym światem, mimo, że jeszcze trochę, a będzie nadawać się tylko i wyłącznie na złom.
Był tak wpatrzony w swoją dawno niewidzianą przyjaciółkę, iż nie zauważył, że ta nie przyjechała sama. Obok niej, drobnej i chudej dziewczyneczki, szła dziewczyna o dość obfitych kształtach lecz, jak stwierdził Michał sugerując się tak zwanym pierwszym wrażeniem, bardzo ładnej i przyjaznej buzi. Jakoś podświadomie wyczuł, że się polubią.
Kiedy będąc już w połowie drogi do wejścia, Dagmara nareszcie go zobaczyła i radośnie uśmiechnęła się na jego widok, nieświadomie wywołała palpitacje kubiakowego serduszka.
Jak tak dalej pójdzie, nie dożyję końca dzisiejszego treningu i zejdę na zawał, pomyślał i sam również ukazał swoje zęby w szerokim uśmiechu.

__________
Dzik jest dziki, Dzik jest zły... ale za to będzie miał potomstwo. gratulejszyn!

2 komentarze:

  1. Na początek NIE CHCE SŁYSZEĆ, ŻE DZIKU ZOSTANIE TATĄ!!!!!!! :'( Grrr... nie chce przyjąć tego do wiadomości, 3x nie, dziękujemy do widzenia.! :D Ołł... :D Zośka w końcu doczekała się spotkania z siatkarzami :D Ciekawa jestem jak będzie ono wyglądało.! :D Szykujesz jakieś niespodzianki? :> Zachwyt Miśka Dagą... nie wymaga komentarza, bo doskonale wiemy, że między tą dwójką jest chemia i prędzej czy później będą szczęśliwymi gołąbkami gruchającymi sobie w swoim własnym mieszkanku. Prawda? :D Nie no jak oni nie będą razem to ja się chyba powieszę... :D Beeez kitu, więc jeśli nie chcesz mnie mieć na swoim sumieniu, to radzę Ci ich spiknąć. Prędzej czy później, ale mają być razem, innej opcji nie biorę pod uwagę.! :D Myślę, że się zrozumiałyśmy? :D Poza tym powtórzę się po raz 90758975984489548579802 kocham to opowiadanie i nawet gdybyś pomyślała sobie o tym by je skończyć, albo co gorsza skasować bloga, to osobiście przysięgam że znajdę Cię i twój piękny łepek Ci ukręcę! :D Ani mi się waż.! :D
    No tak więc tego, czekam na kolejny z niecierpliwością.!
    Pozdrawiam.! : *

    OdpowiedzUsuń
  2. Wczoraj dorwałam się do opowiadania i stwierdzam, że jest wspaniałe! Zabawne, ciekawe, interesujące a i zapomniałabym... zabawne!:) Czekam na nestępny rozdział. Weny życzę:))

    OdpowiedzUsuń